127

Doszli do parkingu. Nigdzie nic widział strażników. Gdzie oni się podziewają, kiedy ich
życiu gorsze chwile niż nocne koszmary, połknął kilka tabletek ibuprofenu i wrócił do łóżka.
– Jestem gotów – powiedział, mrugnął do niej i pocałował ją. – To ty nie wiesz, w co się
– Po raz pierwszy kochaliśmy się na plaży w Santa Monica. Nie poruszył się, chłonął jej
niewyspany, ale nie spocznie, póki nie znajdzie Olivii.
– Nie! Przysięgam! – Fernando odwrócił się, usiadł do nich tyłem. Znowu splótł ręce na
– Tak, to moja siostra, Panie, świeć nad jej duszą – odparł bez wahania.
- Nikki Gillette. - Kobieta koło trzydziestki, o ostrych rysach i jasnych włosach z różowawym połyskiem, wyglądała na bardzo pewną siebie i śmiało wyciągnęła na powitanie rękę. - Pracuję w „Savannah Sentinel”. Dzwoniłam parę dni temu, pamięta pani? Prosiłam o wywiad na wyłączność. Naprawdę chciałabym z panią porozmawiać. - Rozmawia pani z niewłaściwą osobą - powiedziała Kelly. Była w okularach słonecznych, a włosy miała zaczesane do tyłu. Nawet nie zadała sobie trudu, żeby się uśmiechnąć, wzięła kawę i pomaszerowała do wyjścia. - Zabiorę pani tylko chwilkę. - Kobieta szła za nią. - Już pani powiedziałam, nie jestem Caitlyn Bandeaux. - Biodrem popchnęła szklane drzwi i kątem oka dostrzegła niedowierzanie na twarzy Nikki Gillette. - Nie? Chwileczkę. Ale... - Powiedziałam, nie jestem Caitlyn Bandeaux. - To musi być pani jej krewną. - Przerwała i zmarszczyła brwi. - Jest pani tak podobna... Pewnie jest pani jej siostrą bliźniaczką! Kelly posłała jej uśmiech mówiący coś w rodzaju „nie pierdziel, Sherlocku”. - A pani jest pewnie wścibską dziennikarką. Proszę posłuchać, jestem siostrą Caitlyn, która przechodzi teraz ciężki okres, więc niech pani wyświadczy nam przysługę i zostawi nas w spokoju, dobrze? Może kiedy... otrząśnie się z żałoby, czy jak to tam nazwać, to spotka się z panią. Ja bym tego nie zrobiła, ale ona może się zgodzi. - Więc chciałabym porozmawiać z panią lub z kimś z rodziny. Nie zatrzymując się, Kelly posłała jej mordercze spojrzenie. Napastliwa reporterka nie rezygnowała, wciąż deptała jej po piętach. Kelly postanowiła ją zgubić. Skręciła w następną ulicę i szybko wśliznęła się do sklepu ze starociami. Sprzedawczyni o zdumiewających włosach przypominających niebieską watę cukrową rzuciła jej ostre, niezadowolone spojrzenie, patrząc znacząco na kubek z kawą. Na szczęście była zajęta klientką, zachwalała właśnie tandetną kopię rzeźby Bird Girl, symbolu Savannah. Kelly wyceniła nędzną figurkę na mniej niż połowę żądanej sumy. Niebieskowłosa zerkała na Kelly badawczo. Świetnie. Po prostu świetnie. Kątem oka spoglądając w kierunku okna wystawowego, przez które mogła obserwować, co się dzieje na ulicy, Kelly udała zainteresowanie imitacją zabytkowego telefonu i zegarem z Elvisem kręcącym biodrami. Niebieskowłosa dobiła tymczasem targu. Kiedy przyjmowała od klientki kartę kredytową, Kelly zapytała: - Przepraszam, czy jest tutaj łazienka? W pierwszym odruchu sprzedawczyni chciała chyba burknąć, że nie, ale nie chciała ryzykować sprzeczki w obecności klientki, a może bała się pomylić przy kasie, bo powiedziała: - Chwileczkę. - Proszę się nie fatygować. Sama znajdę. - Ale ona nie jest dla klientów. Kelly zdążyła tymczasem wparować na zaplecze. Tuż obok łazienki, pomiędzy półkami zawalonymi towarem znalazła tylne drzwi. Wyszła na zewnątrz, na niewielki plac z parkingiem. To śmieszne: uciekać przed dziennikarzami. Wszystko przez to cholerne podobieństwo do Caitlyn.
roboty, morderstwo sióstr Springer wywołało poruszenie na posterunku. Takie zbrodnie
który Bentz nalegał przed laty. Rzadko go używali, ale teraz to się zmieni.
Milczał, ciekaw, co wzbudziło jej zainteresowanie. Oczywiście... sam powiedział Kristi,
uznałam, że powinieneś wiedzieć... O Boże.
Nie słyszałam, żeby komuś udało się wrócić z zaświatów, nie licząc Jezusa, a od jego sukcesu
policjantką.
Małe tablice rejestracyjne

jego ¿ycie, nie o jego pamieci była ta rozmowa. Robertson

– Tak myślałem. Poproszę. Średnio wysmażony. I sos serowy do sałatki. Nawet tego nie
wstęgę drogi. – Jeden z nas. Ktoś z wydziału.
Był zupełnie sam na miejscu ostatniego spoczynku byłej żony. Cmentarz był pusty, poza

tym coś wspólnego.

równie często jak uderzeniami paska. Wtedy ze strachu przytulali się do siebie. Aż pewnego dnia Ross zauważył,
górze nad nimi unosił sie przenikliwy krzyk mew. W
teoriom.
Co z lockdownem po 1 lutego? "Chcemy poczekać do początku przyszłego tygodnia"

radośnie na chodniku. Facet z zadziwiającą zręcznością zamknął drzwiczki, zagwizdał,

- Niewiele. Ale nie rozumiem, dlaczego oba samochody
- Tia V? - zabrzmiał czyjś przerażony głosik i Shelby, która próbowała zrzucić z siebie Rossa, zobaczyła pyzatą
goraca i sliska pod meskimi dłonmi, i usmiech bardziej
Czy ropa się pali